Arkadia: 3.10 Ostatni bastion
2011-04-11 23:33:26
Data 8 kwietnia 3008
Godzina 18:34
Źródło: Baza Artylerii Repulse
Porucznik Chan warknął, wsuwając kolejny magazynek do swojej broni. Uniósł strzelbę i wystrzelił do skaczącego w jego stronę Oratan. Jednym płynnym ruchem zmienił cel i strzelił w kierunku drugiego stwora biegnącego za pierwszym. Kątem oka zauważył kolejnego wroga, celującego w jego stronę. Szybko uskoczył w bok. Pocisk Oratan zaświszczał nad jego ramieniem, gdy Chan przyklęknął i strzelił w mu w głowę, nim kreatura zdążyła ponownie wycelować.
Szybko rozejrzał się, by upewnić się, że nie znajduje się w niebezpieczeństwie i zgodnie z rozkazem, kontynuował drogę do centrum dowodzenia. Walki wyglądały teraz inaczej, Oratan nie atakowali już w niezliczonych, nieskoordynowanych chordach, jak miało to miejsce podczas początkowych ataków. Zamiast tego atakowali mniej licznymi, ale lepiej uzbrojonymi i bardziej niebezpiecznymi oddziałami. Koniecznym stało się staranne wybieranie celów, ponieważ niektóre z kreatur miały na sobie cięższy pancerz i było wyraźnie trudniej je zabić, z łatwością wytrzymywały ostrzał ze zwykłych karabinów. Co więcej, mieli przy sobie zabójczą broń, zdolną do przebicia większości wojskowych pancerzy. Działka obronne były dość potężne, by zabić te silniejsze stwory, jednak ich oprogramowanie miało problemy z rozróżnieniem zabójczych Oratan od ich mniej niebezpiecznej braci. Zostały ustawione w taki sposób, aby celować za mury, pozostawiając wszystkich wrogów, którzy wdarli się do bazy w rękach żołnierzy.
"Poruczniku!" Odezwał się głos z transmitera. "Nadchodzi kolejna fala."
Chan przyjął raport, biegnąc schylony do centrum dowodzenia. Dowódcę bazy spotkał przed budynkiem, prowadził pospiesznie rozmowę z Ky Fung, dowódcą sił bezpieczeństwa Sanctuary Cove. Gdy parę godzin temu rozpoczął się atak, odbyto rozmowę z Przystanią Celeste prosząc o posiłki, kwatera główna Floty odpowiedziała, że garnizon w Vailant musi dać sobie radę sam, ponieważ wszystkie siły, które wcześniej były w rezerwie, były zajęte gdzie indziej. Szykowali się do ewakuacji, gdy Fung pojawiła się wraz ze swoim oddziałem. Nikt się nie pytał skąd wiedziała, że Valiant potrzebuje wsparcia.
"Sir, zaraz dotrze kolejna fala a Oratan wciąż kontrolują fragmenty południowej ściany. Z niepełna linią obrony, więcej Oratan przedostanie się do bazy," zgłosił Chan.
"Cholera! Nie utrzymamy się długo, jeśli kolejni Oratan wedrą się do bazy. Zamierzam rozpocząć odwrót, by uratować tyle żyć, ile tylko będzie można," powiedział dowódca bazy.
"Sir, z całym szacunkiem, ale jeśli teraz uciekniemy, możemy już nigdy nie odbić bazy. Musimy tu zostać."
"Decyzja nie należy do ciebie, poruczniku. Rozkazuję—"
Przerwał mu Oratan, który wypadł zza narożnika centrum dowodzenia i rozpoczął szarżę na ich grupę, strzelając podczas biegu. Kilka strzałów przeleciało obok głowy Chana, były na tyle blisko, że czuł podmuch powietrza wywołany przez kule. Dowódca bazy nie miał tyle szczęścia, jego głowa eksplodowała w krwawym rozbryzgu. Fung zaklęła i skoczyła w przód i wykonując wdzięcznie piruet zdekapitowała kreaturę, precyzyjnym cięciem swojego ostrza.
"Nie do końca usłyszałam, jakie są rozkazy," powiedziała ochoczo, czyszcząc swoje ostrze. "Jesteś drugiw łańcuchu dowodzenia tego cyrku, mam rację poruczniku? Zostajemy i walczymy, czy uciekamy z podkulonym ogonem?"
Zanim włączył nadajnik na chwilę się skrzywił patrząc na Fung. "Wszystkie jednostki, tu porucznik Chan. Dowódca bazy nie żyje. Przejmuję dowodzenie. Utrzymać pozycje. Musimy utrzymać tą bazę."
Zakończył transmisje i spojrzał na Fung. "Właśnie to chciałaś usłyszeć, mam rację?" Rzucił jej wyzwanie, lecz ona odpowiedziała jedynie złowieszczym uśmiechem.
Odwrócił się na dźwięk okrzyku z południowej ściany. Oratan już wdzierali się pośród ostatnich walczących obrońców i szturmowali bazę. Zaciskając zęby, Chan dołączył do najbliższego oddziału i rozpoczął ostrzał. Drogę zastąpił mu Oratan dzierżący skradzione ostrze, lecz przykucnął unikając ciosu i przestrzelił na wylot dziurę w klatce piersiowej wroga nim tan miał okazję go zgładzić. Krzyczał do oddziału, kazał im stworzyć drugą linię obrony, skierowaną na południe, by odeprzeć Oratan, wdzierających się przez ścianę.
Chan stracił poczucie czasu w chaosie krwi i kul. Wokół niego ginęły tłumy Oratan, lecz powoli tracił również swoje oddziały, co jeszcze bardziej osłabiło obronę. Krzyki dochodzące z zewnątrz, mówiły mu, że wieżyczki wciąż wykonują swoją zabójczą pracę, za co był niezmiernie wdzięczny. Mimo wszystko nie wystarczały, by zmniejszyć napływ wroga i gdyby zawiodły, obrońcy nie mieliby najmniejszych szans. Wychylając się z ukrycia, oddał kilka szybkich strzałów, nim ponownie się schował.
Poczekał chwilę, nim powtórzył manewr, lecz gdy tylko się wychylił, wielka pięść zacisnęła się na jego broni, wyrywając ją z jego uścisku, i Chan niepodziewanie stanął twarzą w twarz z ogromnym, opancerzonym Oratan. Oratan odrzucił broń Chana i wyciągnęło ręce w jego stronę, on szybko przetoczył się w drugą stronę dobywając jednocześnie noża. Doskakując do kreatury, z furią ciął jej klatkę piersiową, warcząc z zaskoczeniem, zobaczył, że jego ostrze ześlizguje się z pancerza.
Chan wykonał unik, adrenalina płynęła w jego żyłach, lecz nie mógł znaleźć okazji, by się uwolnić bądź zadać śmiertelny cios. Uniknął kolejnego silnego uderzenia i zaatakował łokieć bestii, ale dalej nie był w stanie zadać żadnych obrażeń. Krok po kroku, wycofywał się, aż oparł się plecami o ścianę. Czekał, ciężko oddychając, wiedział, że będzie miał tylko jedną szansę na uniknięcie następnego ciosu i ucieczkę.
Nagle, za Oratanem zabłysnęła stal i z prędkością błyskawicy, szybkie uderzenie ostrza Fung trafiło w nieosłonięte piętę i kolano, przecinając ścięgna. Wtedy, z prawie pogardliwą postawą, wbiła czubek ostrza głęboko w jego kark, przecinając rdzeń kręgowy.
"Już ci starczy żołnierzyku?" Zapytała, śmiejąc się, gdy Chan zdyszany próbował dojść do siebie.
"Jeszcze nas nie pokonali", odwarknął podnosząc broń z ziemi. Rzut okiem wystarczył, by zrozumieć, że Oratan zdobywają kontrolę nad murami. Co gorsza, oddziały było odcięte od teleportu. To już nie była walka o utrzymanie bazy, lecz o przeżycie; nie było już możliwości odwrotu.
"Wszystkie jednostki, zbiórka w centrum dowodzenia!" Powiedział do transmitera, biegnąc im na spotkanie. Obrońcy będą mogli utrzymać się tam przez jakiś czas, ale baza była już praktycznie stracona. Była to taktyka opóźniająca, ale z tak nieliczną ilością oddziałów, dawała najlepsze szanse na przeżycie. Nagle usłyszał wycie i obrócił głowę, by zorientować się, że w prost na niego gna Oratan. Uniósł broń i pociągnął za spust.
Znieruchomiał, gdy usłyszał ciche kliknięcie.
Skończyła mu się amunicja.
Gdy patrzył w dzikie oczy Oratan, czas zdawał się zwolnić, wiedział, że nie ma możliwości ucieczki i strzał z broni kreatury lada chwila go zabije.
Nagle, promień lasera przeciął powierze, uderzając Oratan prosto w twarz. Chan potrzebował chwili, zanim zrozumiał, że wciąż żyje. Gdy jego wycieńczony umysł próbował zrozumieć co się dzieje, dotarło do niego, że żaden z jego oddziałów nie posiadał broni laserowej. Obrócił się, i spojrzał w twarz dziewczyny, której nigdy wcześniej nie widział.
"Skąd u diabła się tu wzięłaś?" wymamrotał Chan, zaskoczony jej widokiem.
"A jak myślisz głuptasie?" Dziewczyna zaczęła się z niego śmiać, jej głos brzmiał jak srebrzyste dzwoneczki. Zanim zdołał odpowiedzieć, strzał przebił się przez jej pierś.
"Nie!" Krzyknął, łapiąc upadające ciało, choć wiedział, że już nie żyje.
Delikatnie położył jej ciało na ziemi i poszukał osłony, zdał sobie sprawę, że słyszy wokół siebie mnóstwo wystrzałów z broni laserowej. Rozejrzał się i zobaczył dziesiątki osób wychodzących z teleportu.
"Tęskniłeś za mną?" Zapytał głos zza jego pleców.
"Co?" Chan obrócił się i ponownie spojrzał na dziewczynę o głosie jak dzwon. "Jak to możliwe? Widziałem jak giniesz!"
"Revival oczywiście. Szczerze, nigdy nie patrzysz w górę?" Powiedziała dziewczyna, śmiejąc się z niego. "Komandor nie pozwolił nam zejść na powierzchnię, dopóki nie została uruchomiona. Przyszliśmy tak szybko, jak tylko mogliśmy, ale twierdzi, że to jeszcze potrwa nim zostaną uruchomione międzyplanetarne teleporty."
Chan wgapił się w nią, z trudem próbując pojąć, o czym ona mówi, zanim powoli uniósł oczy w górę. Na niebie, wysoko nad bazą, widniał zachęcający kształt fregaty Floty Wyzwolenia.
Flota Arkadia przybyła.
Pokaż innym: