Arkadia: 3.6 Wydostać się
2011-04-02 21:19:00
Tytuł: Wydostać się
Data: 4 Marca 3008
Godzina: 21:21
Źródło: Osobiste notatki sierżanta Jong
Po raz pierwszy spojrzałem na wykopaliska z mojego punktu obserwacyjnego. Podróż w świetle trzech księżyców Arkadii, poprowadziła mnie bardziej na północ, niż planowałem i doszedłem do Wykopaliska Falcon od wschodu zamiast od północy. Nawet o tak późnej godzinie, wykopaliska były otoczone przez Oratan a ja byłem sam; jeden człowiek mógł prześlizgnąć się niezauważony, podczas gdy oddział na pewno zwróciłby na siebie uwagę. Podczas podchodzenia, nie miałem problemów z żadnym patrolem, ponieważ wróg nie miał wartowników. Prześlizgnięcie się przez niezorganizowane grupy, które przemierzały teren wokół wykopalisk, było wręcz zbyt proste. Dwanaście lat doświadczenia jako zwiadowca o czymś mówi.
Wykopaliska wyglądały prawie tak samo, jak wtedy gdy je opuszczaliśmy. Z raportów zwiadu, które widziałem w okolicach Wykopalisk Kestrel, Oratan mieli podobne rozmieszczenie i tutaj. Z ulgą stwierdziłem, że Kestrel nie jest odizolowanym przypadkiem; że nasz wróg nie przejmuje się umocnieniami, nieważne gdzie się znajduje. Kosztowałoby to nas wiele ofiar, gdybyśmy chcieli odbić ufortyfikowane przez Oratan wykopaliska. Sama myśl o próbowaniu czegoś takiego, w obecności tak wielkiej siły wroga, bez sprawnej sieci revival terminali jest wystarczająco przerażająca. Z tego, co zauważyłem, jakiekolwiek próby odbicia wykopalisk, będą wymagały użycia znaczącej liczby oddziałów. Nie wyobrażam sobie, żeby komandor mógł sobie na razie na coś takiego pozwolić.
Jedyną przyczyną, dzięki której w ogóle możemy rozważać możliwość obicia wykopalisk, jest ponowne uruchomienie sieci teleportów, dzięki czemu odzyskaliśmy dostęp do 8 Coins. Dzięki zdradliwemu terenowi wokół kopalń, Oratan przeważnie je omijają, więc gdy placówka odzyskała łączność,byliśmy w stanie wzmocnić nasze siły o cztery kompanie z pełnym ekwipunkiem, które tam stacjonowały. 8 Coins wysyła również jak najwięcej surowców do Celeste Harbour. Komandor przesunął naszych techników z obrony i nakazał im produkcję amunicji, z materiałów dostarczonych przez kopalnie, dzięki temu, nasze oddziały są ponownie dobrze zaopatrzone. Wciąż brakuje nam broni, duża część została skradziona przez Oratan, lecz naszym głównym problemem podczas odbijania osad, będzie brak ludzi. Surowce w 8 Coins poprawią naszą sytuację.
Dzięki przebiegłości kapitan Chiharo i szybkim atakom przez teleport, zdołaliśmy odzyskać większość baz artylerii. Słyszałem, że bazy Formidable i Dependable na dalekiej północy zostały zdobyte przez siły bezpieczeństwa z Sanctuary Cove, choć nie mam pojęcia, czym komandor zachęcił ich do opuszczenia tej wysepki. Pomimo naszych zwycięstw wiem, że nasza kontrola nad bazami jest w najlepszym przypadku tymczasowa i będziemy potrzebowali pomocy większości pozostałych cywili w obronie.
Moja kompania brała udział w misji odbicia bazy Redoubtable. Zapuszczaliśmy się nocą na teren wroga, będąc na wyznaczonej pozycji przed świtem. O brzasku, porucznik dowodzący Taka wraz z kompanią teleportowali się wprost do bazy, szybko zabijając Oratan, którzy w niej przebywali. Następnie przeszli na umocnienia i rozpoczęli atak na wrogów otaczających bazę. To było jak uderzenie w gniazdo szerszeni. Czekałem razem z resztą kompanii, do momentu, aż wszystkie oddziały wroga były zajęte atakowaniem murów, wtedy my uderzyliśmy od tyły, wywołując zamieszanie. Zanim zdołali zareagować na nowe zagrożenie, wybiliśmy większość, pozostali uciekli. Trupy leżały porozrzucane na ziemi, dokąd sięgał wzrok. Nigdy nie widziałem takiej rzezi.
To był tylko pierwszy krok operacji, która doprowadziła do tego, że leżałem na brzuchu, obserwując Wykopaliska Falcon. Po chwili widziałem już dość dużo, by móc opuścić teren i zakończyć moją misję zwiadowczą. Przy użyciu lunety, po raz ostatni spojrzałem na Wykopaliska i spostrzegłem coś dziwnego w sekcji ruin na obrzeżu wykopalisk. Zdawało mi się, że widze sylwetkę leżącą na szczycie ściany, podczas gdy kilkoro Oratan stało poniżej. W ciemnościach nie mogłem być pewnym, czy to człowiek, ale nie wydaje mi się, żeby Oratan grali w chowanego. Jeśli ktoś zdołał przetrwać, wiedziałem, że nie mogę go tam zostawić. Widziałem, jak postać porusza się powoli, przyjmując bardziej dogodną pozycję. W tamtej chwili, poprzez mrok dotarł do mnie błysk i zrozumiałem, że sylwetka trzyma standardowy nóż wojskowy, ostrze odbijało światło księżyca. Nikt, z przyzwoitym treningiem wojskowym, nie popełniłby tak typowej dla żółtodzioba pomyłki, to mógł być cywil.
Powoli schodziłem ze wzgórza, pozostając w cieniu lub za osłoną. Oratan nie zdawali się zaniepokojeni, nie chciałem jednak ryzykować. Gdyby mnie zauważyli. Byłoby ciężko wydostać się żywym. Gdy zbliżyłem się do podstawy wzniesienia, ostrożnie wybierałem drogę, pomiędzy co raz to większą liczbą Oratan, zmuszony spędzać dłuższe chwile leżąc, by uniknąć odkrycia. W końcu dotarłem na skraj ruin, ale zdałem sobie sprawę, że dalej nie dotrę. Moją drogę blokował Oratan, który nie okazywał zamiaru pójścia gdzie indziej.
Wydobyłem nuż i czekałem, wydawało się, że trwało to wieczność. W końcu najbliższy stwór odwrócił się w inną stronę, a ja skoczyłem. Byłem zesztywniały od leżenia, moje ruchy były powolne, ale mimo to zdołałem złapać Oratan, zanim zdołał się obrócić w moją stronę. Cięcie było szybkie, rozprułem jego gardło i cicho opuściłem go na ziemię. Drugi zginął równie szybko, trzeci zdołał mnie zauważyć. Zanim zdołał podnieść alarm, rzuciłem w niego nożem, ostrze zagłębiło się w jego oko. Usłyszałem kroki i przylgnąłem do ściany. Kolejny Oratan wyszedł zza narożnika, podszedłem do niego od tyłu i skręciłem mu kark.
Zatrzymałem się, zacząłem zauważać, że Oratan zaniepokoili się moją obecnością, choć nie wszczęto jeszcze alarmu. Odzyskałem nuż i wspiąłem się na niski mur. Gdy wszedłem na szczyt, w ciemności błysnął nuż, zareagowałem wystarczająco szybko, by chwycić atakującego za nadgarstek. Ramię rozluźniło się i przyjrzałem się człowiekowi przede mną. Był cywilem, wnioskując z jego stroju archeologiem. Był wątłej postury; zmęczony i wychudzony, prawdopodobnie przez tygodnie głodówki. Jego ubrania były podarte na strzępy. Kiedy przemówił, jago głos brzmiał jak zachrypły szept, był ledwo słyszalny.
"Jak się tu dostałeś?"
"Nie ma czasu na wyjaśnienia, zbliża się świt. Możesz chodzić?" Zapytałem, opuszczając się na ziemię.
"Tak" powiedział, jego głos drżał na granicy histerii, gdy podążył za mną. "Ale nie uda nam się odejść daleko od Wykopalisk nim nas zauważą."
"Nie musimy się wydostać, musimy wejść głębiej." Powiedziałem, zaniepokojony jego powolnością.
"Jesteś szalony? W jaki sposób nam to pomoże? Przez ciebie zabiją nas oboje!"
"Cicho, weź się w garść. Teleporty już działają; możemy z nich skorzystać, żeby się stąd wydostać."
Gapił się we mnie przez dłuższą chwilę szeroko otwartymi oczyma i wiedziałem, że wciąż myślał i tym ilu Oratan znajduje się w tej okolicy. Ruszyłem bez słowa, pozwalając mu na podjęcie samodzielnej decyzji, kiedy spojrzałem za siebie, dostrzegłem, jak skrada się w ciemności za mną. Przemieszczając się wśród ruin, wkrótce stało się jasne, że wiedział jak poruszać się po ciuchu; nie było to niespodzianką ,biorąc pod uwagę, jak długo zdołał przeżyć. Szliśmy w stronę środka Wykopalisk, unikając wzroku wroga, choć byłem zmuszony zabić kolejnego Oratan.
"Oto on", powiedziałem, gdy teleport znalazł się w zasięgu wzroku. Obszar wokół niego był wypchany Oratan.
"Jak się tam dostaniemy?" Zapytał. Wiedziałem, że będzie ciężko i szybko rozważyłem możliwość ucieczki poza Wykopaliska, szybkie spojrzenie na horyzont potwierdziło jednak, że jest już zbyt późno by zdołać uciec niezauważonym.
"Kiedy dam znak, wybiegniemy z ukrycia w stronę teleportu. Rozumiesz?"
"Czekaj!" powiedział przerażony. "Jest otoczony! Nigdy się przez nich nie przedostaniemy."
"Ta przynęta odwróci ich uwagę." Odpowiedziałem, ustawiając odliczanie i wystrzeliłem urządzenie najdalej, jak potrafiłem, od teleportu i naszej pozycji. Wstrzymałem oddech, mając nadzieję, że żaden Oratan nie dostrzegł, skąd wystartowała. Urządzenie uruchomiło się i Oratan zawyli, gnając w jego stronę.
"Teraz!" syknąłem, pomagając mu wstać. Gnaliśmy do teleportu, i prawie dobiegliśmy, nim Oratan nas zauważyli. Obrócili się, i dosięgli broni, podczas gdy ja doskoczyłem do klawiatury i zaprogramowałem koordynaty Przystani Celeste. Gdy urządzenie się uaktywniło, Oratan oddali salwę i zostałem przewrócony na ziemie, przez pocisk, który przebił się przez pancerz i utknął w ramieniu. Znikliśmy w świetle i pojawiliśmy się w Przystani Celeste, krzyk bólu rozbrzmiał z moich ust.
Drugą ręką sięgnąłem po FAP u mojego boku. Wkrótce, rana będzie tylko kolejną blizną. Miałem już ich sporo, a kolejna w zamian za uratowanie życia, to transakcja, na którą zawsze byłem gotowy.
Pokaż innym: